piątek, 16 lutego 2018

{z cyklu} DŁUBANKI JAGODZIANKI: skarbonki dla małych ekonomistów

Dzień dobry się z Państwem.

Szybciutko, krótko i na temat.
Ostatnio prowadziłam kilka ciekawych rozmów na temat kieszonkowego dla dzieci. Było wiele rozważań, kiedy zacząć  i czy warto w ogóle.
Prawda jest taka, że nasze dzieci to już zupełnie inne pokolenie, które inaczej podchodzi do pieniędzy, jego wartości. Możliwość kupienia tak naprawdę wszystkiego daje złudne wrażenie, że pieniądze są zawsze i na każdą zachciankę. Trudno też tłumaczyć dziecku, jak było "za naszych czasów", bo kiedy człowiek rodzi się w zupełnie innych realiach, jakaś zaprzeszłość jest niewyobrażalna, odległa i kosmiczna.
W naszym domu dzieci dostają co tydzień kwotę zgodnie z ich ilością lat. Jagna 13 zł, Frank 7 zł. 
Franczesław w zeszłym roku każde pieniądze, które dostał od dziadków czy z okazji innych okoliczności, przynosił do mnie na "przechowanie", bo bardzo chciał kolejkę z LEGO CITY. Nie wnikam, kto bardziej ją chciał. Frank czy W... ;)
Po roku nazbierał ten wymarzony pociąg i poczuł, że warto zbierać na określony cel. Postanowił zatem odkładać z kieszonkowego na... kolejny pociąg ;) I tak podsunął mi pomysł na skarbonkę dla Niego. Ale to za chwilę.
Jagna ostatnio dostała pieniądze od dziadków na okoliczność... Dnia Babci i Dziadka ;) Każda okazja jest dobra. Przyszła do mnie i rzekła: Wkładam do mojej świni ( dostała tę skarbonkę na urodziny. taka świnka do zbicia) i będę odkładała pieniądze na drobne wydatki na... wakacje.
Na razie jestem w lekkim szoku i pod wrażeniem.
Generalnie zauważam, że świadomość u moich dzieci, iż otrzymują jakąś określoną kwotę, którą muszą dysponować w określonym czasie i nie ma tak, że jak wyda za szybko, to mama da na słodkości albo inne potrzeby, zakiełkowało rozumienie, że należy dokonywać wyborów, z czegoś rezygnować , albo dłużej na coś czekać...
Widzę, że więcej rodziców tak uważa, zatem obrodziłam w skarbonki. 














Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 15 lutego 2018

{ z cyklu} SYGNOWANE MIŁOŚCIĄ: love is in the air.

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
Nie wiem, jak Wasze walentynkowanie, ale moje spędziłam podobnie jak wiele innych wieczorów. Z W oglądając dobre seriale. Z tą różnicą, że tym razem przy winie, które... dostaliśmy od Mojej Teściowej na okoliczność właśnie Walentynek.
Dzisiaj parokrotnie widziałam taka deklarację: nie obchodzę Walentynek. Kochać TRZEBA cały rok...
Czy Wy też uważacie,  że kochanie drugiej osoby to powinność? Zawsze myślałam, że TRZEBA to zrobić zakupy, pozmywać naczynia, posprzątać mieszkanie czy iść do toalety... A kochać to można, to warto, to cudownie, gdy ma się kogo...
W każdym razie, mimo że ja nie obchodzę tradycyjnie tj. komercyjnie tego święta, to nie widzę nic , ale to nic złego w nim... Przecież to ŚWIĘTO MIŁOŚCI, PRZYJAŹNI! Jak można bojkotować świętowanie najpiękniejszego uczucia? Owszem, myślę sobie, że można sprzeciwiać się komercji tego dnia. Jak najbardziej, ale właśnie tego konsumpcjonizmu a nie samej istocie święta... Chociaż ja Wam powiem. Winko Teściowej pyszne ,a jeszcze mam 2 ( słownie: DWIE) bombonierki pralinek belgijskich. też od Niej. Tak zatem ... komercja w słodko - winnym wydaniu mile widziana :D  
a tak już zupełnie poważnie... jak czytam czasami te wynurzenia o stosowności czy wręcz przeciwne - niestosowności - obchodzenia wszelkich zwyczajów czy świat, jestem ogromnie szczęśliwa, że mam taki ogromny dystans do wszystkiego  i zamiast szukać drugiego dna i z nim problemów związanych,  po prostu cieszę się kolejną możliwościową- okazją do spędzenia z najukochańszymi czasu... 

no to LOVE IS IN THE AIR!





Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 14 lutego 2018

{ z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: o miłości słów kilka

Dzień dobry się z Państwem.
Zaganiana byłam dzisiaj tj. wczoraj i nie zdążyłam nadrobić zaległości postowych. No nic.
Powtórzę się trochę w tym, o napisałam na swoim FP, bo dzisiaj okoliczność Walentynek.
Okazywanie miłości to niekoniecznie czerwona róża, czekoladowe serduszko i pluszowy miś w tym jednym jedynym dniu. to drobne gesty codziennego życia, to słowa, okazywanie czułości i szacunku...
Nie, nie jestem przeciwniczką Walentynek. nie wyobrażam sobie, by nie pochwalać święta miłości. Tak bardzo potrzebnej w naszym życiu... wręcz niezbędnej. Bo kimże jesteśmy bez niej?
Ale to od nas zależy, jak spędzimy 14 lutego: czy jedynie na gestach, kolejnym skupieniu się na prezentach, modnemu obchodzeniu tego święta ( wg trendów). to od nas zależy, czy oprócz tej komercyjnej otoczki pochylimy się nad istota tego święta: okazywania serdeczności drugiemu człowiekowi...
Wiecie dla mnie i dla W ważniejszą datą jest 6.02. W tym roku obchodziliśmy 22 lat związku w ogóle. Było miło romantycznie, z fondue... Bez patosu, jakiegoś wymuszenia. tylko tak jak lubimy... A ja w wieczorowym miętowym dresie w gwiazdki :D 
A jak już tak o miłości mówimy. to parę dialogów moich kochanych Gnomów.

J: Mamo, co to jest brynier?
Ja: Ło matko i córko, nie wiem. Sprawdź w słowniku.
J: No patrzyłam. nie ma takiego wyrazu.
Ja: To gdzie go słyszałaś?
J: A w KULCIE w piosence "Patrz!" Kazik śpiewa " modlą się za dusze marszałka, bryniera i generała..."
Ja: PREMIERA, dziecko, PREMIERA...

***
Frank: Mamo, czas na dzieniowy podwieczorek.
Ja: A co to jest?
Frank: Podwieczorek tylko w dzień. Czyli poddzieniorek.

***
Ja: Franiu, i jak było w przedszkolu? Z kim się bawiłeś?
Frank: Z Marcelem i Tymkiem.
Ja: A co było na obiadek?
F: Makaron z brokułem i sosikiem i jakaś zupa.
Ja: Zjadłeś wszystko?
F: Tak i dostałem dokładkę wszystkiego.
Ja: Uffff
F: to co ,mamusiu, zrobisz mi tortillę?

***
F: Mamo, co lubisz narbardziej?
Ja: Mówi się "najbardziej".
F: Ale ja mówię po polesku...

Frank: Tam będziemy właśnie byli...
Ja: Synku, w jakim ty języku mówisz?
Frank: No, po polesku przecież...

Poliglota..

***

Frank: Czy jak chciałbym dać psowi....
W: PSU!
Frank, Tfu, pomyliło się mi! Chciałem powiedzieć, czy jak chciałbym dać wilku...
W: WILKOWI!
Kręte są drogi naszego języka ojczystego

Mój Synek ostatnio poprosił mnie, bym zrobiła dla niego łapacz snów, by mu się śniły tylko ładne rzeczy... Miłość do najbliższych, chęć sprawienia uśmiechu na twarzy dziecka przezwyciężyła nawet potrzebę nomen omen snu... i tak oto co powstało wieczorowo-nocną porą...




Do widzenia się i dobranoc Państwu,
Jagodzianka